Grupa naTemat

Nie bójmy się edukacji seksualnej czterolatków!

Edukatorka Pontonu
Edukatorka Pontonu Finka Heynemann
Od poniedziałkowej konferencji Biura WHO i UNDP w Polsce we współpracy z MEN-em, Ministerstwem Zdrowia i Szkołą Nauk Społecznych IFiS PAN, na której została zaprezentowana publikacja „Standardy edukacji seksualnej w Europie. Podstawowe zalecenia dla decydentów oraz specjalistów zajmujących się edukacją i zdrowiem” nie cichną głosy uznania i oburzenia. Te drugie są dość niepokojące, ponieważ wskazują na to, jak wiele złych emocji wzbudza edukacja seksualna. Okazuje się, że wiele osób (wystarczy posprawdzać fora i portale) szczerze obawia się zawartych w dokumencie zaleceń i uważa je za moralnie naganne, niepotrzebne, uprzedmiotawiające dzieci. Zwłaszcza edukacja seksualna dzieci z przedziału wiekowego 0-4 wydaje się być dla wielu niczym innym jak tylko groźnym „useksualnianiem” ich niewinnych dzieci.

Przyjrzyjmy się zatem zaleceniom ze wspomnianej publikacji. Dokument jest dość obszerny, ale zalecenia edukacji seksualnej dla czterolatków zajmują raptem dwie strony. Są ułożone w formie tabeli i podzielone na trzy działy: informacje, które należy dziecku przekazać; umiejętności, które należy dziecko nauczyć oraz postawy, które należy dziecku pomóc rozwijać.

Jakie informacje należy dziecku przekazać? Na przykład fakt, że niektórzy mają dzieci, a inni nie; różnice pomiędzy płciami; odczuwanie „tak” i „nie”, odpowiedzialność dorosłych za bezpieczeństwo dzieci. Umiejętności? Przestrzeganie norm społecznych i kulturowych, stosowanie modelu trzech kroków (mówienie nie, odejście, rozmowa z zaufaną osobą); wyrażanie własnych emocji i uczuć. Postawy? Szacunek wobec innych osób, docenianie własnego ciała, świadomość własnych praw.

Nie ma tu mowy o seksualnej deprawacji. Co więcej, postępując zgodnie z zaleceniami, nie musimy w rozmowie z dzieckiem używać nawet słowa „seks”! Nie ma nic o antykoncepcji czy stosunkach analnych... Cały dokument zawiera zalecenia dostosowane do wieku dzieci i do ich potrzeb. Przecież czterolatek i czterolatka nie muszą wiedzieć, jak zakładać prezerwatywę.

W takim razie, ktoś może spytać, po co w ogóle są te osobne zalecenia? Odpowiedź jest prosta: seksualność, a więc też sprawy narządów rodnych, ciała, nawet higieny miejsc intymnych, są wciąż tematem tabu.

1. Znajomość własnego ciała. W ramach ankiety do raportu „Jak wygląda edukacja seksualna w polskich domach” Ponton otrzymał wypowiedź młodego mężczyzny, który w wieku dopiero sześciu lat z przerażeniem stwierdził, że koleżanka nie posiada penisa (co więcej, nie posiada go połowa ludzkości). Inny chłopiec został ukarany przez mamę za zainteresowanie grafiką jajników, którą znalazł w encyklopedii dla dzieci. Są dziewczynki, które nie myją się „tam na dole” – nie wiedzą, jak dbać o higienę tego szczególnego miejsca, przy czym jest ono szczególne dlatego, że gdy spyta rodziców o to, co ma między nogami, nie otrzymuje neutralnej odpowiedzi. „Umyj pupę z przodu” to już jest niezłe osiągnięcie, ale często wypowiedź ta jest wymawiana konspiracyjnym szeptem. Dziecko uczy się, że „te partie” są inne, może gorsze, może niebezpieczne, skoro dorośli tak nerwowo reagują na samo pytanie o nie. Dlatego ich po prostu nie znają, nie dotykają się tam, nie myją.

2. BEZPIECZEŃSTWO. Szczerze mówiąc, komentarze napływające z prawej i konserwatywnej części Internetu martwią mnie. Niektóre osoby twierdzą, że dzieci nie muszą wiedzieć nic na „te tematy”. Martwi mnie to, bo kompletnie zapominają o bezpieczeństwie dzieci! Zwłaszcza martwi mnie to w momencie, gdy piszą to osoby same posiadające dzieci. W jaki sposób te osoby chcą obronić dziecko przed ewentualnym złem? Proszę sobie wyobrazić, że trzyletnie dziecko jest wykorzystywane seksualnie przez dorosłą osobę. Ten dorosły nawet nie musi dziecka zastraszać – dziecko NIE WIE, że dzieje się coś złego. Musimy już malutkie dzieci nauczyć: a) mówić „nie”; b) nauczyć, kiedy powinno mówić „nie”; c) nauczyć mówić "nie", gdy ktoś przekroczy bezpieczną granicę. Nie możemy do tego trzylatka przygotować stwierdzając: „Jeżeli dzieje ci się krzywda, powiedz mamusi” albo „Gdyby ktoś cię dotknął, to od razu krzycz”. Dziecko musi wiedzieć, jaki dotyk jest zły i w jakich miejscach. Trzeba wówczas te miejsca nazwać. Dzięki temu albo będziemy mogli natychmiast zareagować, gdy dziecko nam opowie o wykorzystywaniu go lub, co bardzo prawdopodobne, dziecko samo postawi granicę (jest szansa, że osoba molestująca zrezygnuje widząc, że dziecko jest świadome swojego ciała i swoich granic, a ich przekroczenie nie pozostanie tajemnicą).

Często w dyskusji na ten temat pojawiał się też argument „chcemy wychowywać nasze dzieci tak jak się to nam podoba i nikt nam nie będzie dyktował zasad”. Tak się nie dzieje – publikacja zawiera zalecenia, nie nakazy. Ponadto, zalecenia te są tak ogólne, że zarówno rodzina katolicka jak i buddyjska czy ateistyczna może się do nich stosować. Przecież rodzinom katolickim, także tym przeciwnym kontaktom przedmałżeńskim czy antykoncepcji, powinno zależeć na seksualnym bezpieczeństwie ich dzieci, na tym, by były szanowane bez względu na orientację i płeć, by znały własne ciało i by były po prostu szczęśliwe.

Edukacja seksualna powinna zacząć się od urodzenia – ponieważ od urodzenia posiadamy narządy płciowe i rozwijamy się emocjonalnie, a przecież są to komponenty niezbędne w dorosłym, seksualnie aktywnym życiu. Oczywiście czterolatek nie będzie seksualnie aktywny – ale będzie się interesował tym, dlaczego tata ma siusiaka, a jego siostra nie. I w zasadzie na tym polega ta groźna, deprawująca edukacja seksualna w wieku 0-4 – na wyjaśnieniu, dlaczego tak jest. I na pozytywnym wprowadzeniu do poznawania własnego ciała, dzięki któremu dziecko nie będzie się bało czy wstydziło siebie i swoich narządów. Nie będzie się też wstydziło powiedzieć, jeżeli ktoś naruszy jego prywatność i intymność. Na tym zaś, jestem pewna, zależy wszystkim – zarówno przeciwnikom publikacji, jak i zwolennikom, których liczba, mam nadzieję, będzie rosnąć.

Finka Heynemann - edukatorka Grupy Ponton
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
SeksEdukacjaDzieci
Skomentuj