O glebie i siewcy czyli czego młodzież dowie się z podręczników do Wychowania do życia w Rodzinie

Grupa Edukatorów Seksualnych Ponton
Na oficjalnej liście Ministerstwa Edukacji Narodowej są tylko cztery zatwierdzone podręczniki do Wychowania do życia w rodzinie. Żaden z nich nie odpowiada standardom nowoczesnej edukacji seksualnej, a treści w nich zawarte sa wręcz krzywdzące dla młodzieży. O absurdach podręczników pisze edukatorka Pontonu Finka Heynemann.

Polska jest zobowiązana, m.in. Ustawą o planowaniu rodziny z 1993 roku, do zapewnienia edukacji seksualnej uczniom i uczennicom w zakresie odpowiednim dla ich rozwoju; co istotne, art. 4. Ustawy w pierwszej kolejności wspomina właśnie o „życiu seksualnym człowieka”. Młodzież powinna zatem w szkole uzyskać informacje o anatomii, zdrowiu reprodukcyjnym, antykoncepcji, asertywności. Tę wiedzę rzekomo dzieci otrzymują w czasie przedmiotu o nazwie „Wychowanie do życia w rodzinie”. Pomijając już zawarte w samej nazwie nacechowane ideologicznie przesłanie, wedle którego aktywność seksualna odbywa się tylko w rodzinie, przedmiot ten jest często prowadzony przez niekompetentne osoby, a przekazywane treści bywają szkodliwe i zupełnie niezgodne z obecną wiedzą medyczną (więcej: raport „Sprawdzian (z) WDŻ, czyli jak wygląda edukacja seksualna w polskich szkołach”). Można by zatem mieć nadzieję, że chociaż materiały wykorzystywane w czasie zajęć są przygotowane rzetelnie i prezentują treści neutralne światopoglądowo. Niestety, nic bardziej mylnego.


Cztery podręczniki zostały dopuszczone do użytku przez MEN. Jeden autorstwa F. Kalinowskiej, trzy pozostałe są serią do szkoły podstawowej, gimnazjum i liceum autorstwa T. Król. Podręczniki są recenzowane przez niezależnych rzeczoznawców – w tym przypadku m.in. przez prof. Bogdana Chazana (sprawy z nim związanej chyba nie trzeba przypominać) czy przez prof. Aleksandra Nalaskowskiego, który edukatorów seksualnych nazywa „dewiantami” (czy osoby prowadzące zatem ten przedmiot na podstawie recenzowanego przez niego podręcznika także są dewiantami?). Właściwie wybór spośród podręczników nie istnieje, a warto pamiętać, że podręcznik służy zarówno uczniom i uczennicom w uczeniu się przedmiotu, jak i nauczycielom i nauczycielkom, aby na jego podstawie planować przebieg zajęć, kolejność i sposób przekazywania treści. Być może nie byłoby to złe, gdyby treść tych podręczników była odpowiednia do wieku i, przede wszystkim, zgodna z najnowszą wiedzą biomedyczną. Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz Grupa Edukatorów Seksulanych „Ponton” w swoim nowym badaniu udowadniają, że tak jednak nie jest.

Jaka jest rodzina, jaka ma być rodzina?

Brak ojca w rodzinie destrukcyjnie wpływa na rozwój dziecka i powoduje (...) wchodzenie w kolizję z prawem. („Wychowanie do życia w rodzinie”, F. Kalinowska, s. 20)

Przyznam, że ciężko jest mi przejść do meritum sprawy, ponieważ jest tyle do napisania o tym, jak szkodliwe są niektóre prezentowane przez podręczniki treści, że nie wiem, od czego zacząć. W końcu wybór padł na powyższy cytat. Dlaczego? Ponieważ dotyczy nie seksualności, ale właśnie rodziny, tematu chyba w mniejszym stopniu spornego.

Obecnie znaczna część dzieci wychowuje się w rodzinach niepełnych (już samo to słowo jest nacechowane negatywnie). Znam gimnazjalną klasę, w której troje (!) dzieci było wychowywanych w pełnych rodzinach, czyli przez matkę i ojca. Reszta rodziców była rozwiedziona, część dzieci wychowywała się tylko z mamą. I takie dzieci dowiadują się, że oto nieobecność ojca, być może pijącego i bijącego, źle wpływa na ich rozwój. Jedno zdanie, ale wysoce szkodliwe, niepoparte żadnymi rozsądnymi badaniami i wybitnie stygmatyzujące zarówno samotnie wychowujące matki, jak i dzieci wychowujące się bez ojca. Oczywiście nacisk w tym zdaniu pada na samo dziecko, a nie na ojca, którego z jakiegoś powodu brak. W gimnazjum, gdy młodzież szczególnie potrzebuje akceptacji rówieśników, wzmacnianie takich szkodliwych stereotypów jest wręcz skandaliczne.


Nie ma równości w naturze, nie ma równości na świecie

Dziewczyna powinna zdawać sobie sprawę, że więcej niż chłopiec płaci za nietrafny wybór, bo nie ma równości w naturze. On jest dawcą życia, “siewcą”, natomiast jej ciało “glebą”, w której wzrastało nowe życie. Postawa chłopców, którzy stają się ojcami, bywa różna.(„Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum”, red. T. Król, s. 94)

Zamiast budować pozytywny wizerunek rodziny i uczyć odpowiedzialności obu płci za związek (skoro, jak już wiemy, dziecko wychowywane bez ojca jest gorsze), autorki podręczników (pamiętajmy, wychowania do życia w rodzinie!) implikują, że odpowiedzialnością za ewentualną niechcianą ciążę należy obarczyć dziewczynę. Faktycznie, żyjemy w świecie, w którym młode matki często są pozostawiane same sobie, a młodzi ojcowie jakby nie istnieją. Ale czy właśnie na Wychowaniu do życia w rodzinie młodzież nie powinna się nauczyć, że tak być nie może, że w końcu do ciąży w równym stopniu przyczyniają się kobiety i mężczyźni, wobec tego razem powinni wziąć na siebie odpowiedzialność? Zamiast tego serwuje się mętną metaforę o „siewcy” i „glebie”. Metaforę, która nie powinna w ogóle pojawić się na tym przedmiocie. Chłopiec nie jest „siewcą”, tylko podmiotem odpowiedzialnym za swoje decyzje i ich konsekwencje. Dziewczyna nie jest „glebą”, tylko w równym stopniu współuczestniczką aktu seksualnego (i ewentualnie prokreacji). To niedopuszczalne, aby tego typu sformułowania, mogące dodatkowo wśród dzieci uchodzić za banalne i „obciachowe”, zastępowały fachowe nazewnictwo.

Jak zachwyca, jeśli nie zachwyca

Niestety, dzisiejsze dziewczyny nie lubią się ruszać... I cóż się dziwić, że własne odbicie w lustrze Cię nie zachwyca. („Wędrując ku dorosłości. Wychowanie do życia w rodzinie dla uczniów klas I-III gimnazjum”, red. T. Król, s. 52)

Spójrzmy zatem na statystyki. Polska jest krajem, który faktycznie boryka się z poważnym problemem otyłości wśród dzieci, co do tego nie ma wątpliwości. Wystarczy jednak chwilę poszperać w dostępnych danych, aby stwierdzić, że problem otyłości w większym stopniu dotyczy… chłopców, a nie dziewcząt. “Nadwaga i otyłość dotyczy około 22% chłopców i 18% dziewczynek w szkołach podstawowych, w gimnazjach odsetek ten jest nieco niższy, odpowiednio 15% i 12%. Wśród uczniów szkół ponadgimnazjalnych, nadmierną masę ciała posiada 17% chłopców i 10% dziewcząt”. (za: „Problem nadwagi i otyłości w Polsce wśród dzieci i młodzieży”, Główny Inspektorat Sanitarny).

Proszę mnie nie zrozumieć źle – zdaję sobie sprawę z tego, że niedobór ruchu prowadzi do różnych schorzeń i przyczynia się do otyłości. Ale w podręczniku do przedmiotu o edukacji seksualnej absolutnie nie ma miejsca na tak sformułowane krzywdzące stwierdzenia. Dziewczęta w wieku gimnazjalnym zaczynają chorować na anoreksję, bulimię, mają problemy z poczuciem własnej wartości, ponieważ porównują swoje zmieniające się ciała z wyretuszowanymi zdjęciami gwiazd, które zresztą same w rzeczywistości nie wyglądają tak, jak na zdjęciach. Niekiedy już siedmiolatki próbują przechodzić na diety i uważają, że są za grube! Materiały szkolne powinny, po pierwsze, dawać wskazówki, jak dbać o zdrowy i aktywny styl życia oraz, po drugie, uczyć pozytywnego postrzegania i akceptacji własnego ciała. Praktycznie każda kobieta żyje pod ogromną presją wyglądania zawsze pięknie i ponętnie. Zamiast wsparcia w walce z tym stereotypem, młode dziewczęta dostają taki przekaz: “Nawet w zawodach, w których kobiety wykonują poważne i odpowiedzialne zadania, będą je wykonywać z właściwym sobie wdziękiem”. („Wychowanie do życia w rodzinie”, F. Kalinowska, s. 43).

Wiele hałasu o nic?


Z pewnością niektórzy uznają, że nie ma się czego bać, bo przecież dzieci mają swój rozum. Nic im się nie stanie. Faktycznie, kiedy rozmawiałam z kilkorgiem dzieci z gimnazjum na temat tych podręczników i zacytowałam im kilka fragmentów, zareagowały śmiechem i niedowierzaniem – uznały cytowane fragmenty za absurdalne. Ale należy mieć na uwadze, że było to kilka osób z uchodzącej za elitarną szkoły w centrum Warszawy. Mamy też jednak nie tylko w stolicy, ale w całej Polsce młodzież o zupełnie innym poziomie wiedzy i świadomości. Prowadziłam zajęcia dla dzieci spoza Warszawy – trzynastolatków, którzy nie wiedzieli, czym jest homoseksualizm, gdzie dochodzi do zapłodnienia, jak są zbudowane organy rozrodcze płci przeciwnej i własnej... Ponton ma codziennie za pośrednictwem Internetu i telefonu kontakt z zagubioną młodzieżą z całej Polski, dla której kwestie, wydawałoby się, że podstawowe i oczywiste, są niejasne i nowe. Pytania, które kieruje do nas młodzież, nie pozostawiają wątpliwości, że w zakresie seksualności człowieka większość wciąż opiera się na mitach, a nie na rzetelnej wiedzy. Wobec tego są to osoby szczególnie podatne na manipulację czy wręcz indoktrynację, jaką serwują podręczniki do WDŻ.

Dla niektórych młodych osób podręczniki te stanowią jedyne alternatywne źródło książkowej, fachowej wiedzy – dlatego właśnie warto dbać o to, aby poziom tych materiałów był jak najwyższy. Młodzież w pewnym momencie zaczyna zdawać sobie sprawę chociażby z tego, że nie wszystko, co jest napisane w Internecie, musi być prawdą, ponieważ w Internecie każdy może napisać wszystko – ale wydrukować i wydać już nie. Dlatego bardziej wiarygodne może się niektórym wydawać to, co zapisane na kartach książki. Dzieci nie zawsze mają do tych treści dystans, bo skąd miałyby wiedzieć, że są one nierzetelne?

Lepiej późno niż później

Być może jakiś chłopiec już uwierzył, że dziewczyny wolniej myślą, więc musi być cierpliwy, ucząc koleżankę geometrii. Być może jakaś młoda dziewczyna uwierzyła, że gwałt, którego doświadczyła, był jej winą, ponieważ miała spódniczkę odkrywającą kolana. Być może jakaś inna dziewczyna uwierzyła, że wszystko, co robi, musi robić z wdziękiem. Być może jakiś chłopiec już zdecydował się na stosunek przerywany, bo uwierzył, że prezerwatywy są nieszczelne. Być może nie skonsultował swojego wyboru z partnerką, bo uwierzył, że to on jest aktywną i decydującą o współżyciu i jego sposobie stroną. Być może warto zatem kolejnym przychodzącym do szkoły dzieciom zapewnić rzetelną, przydatną, neutralną światopoglądowo wiedzę na poziomie XXI, a nie XIX wieku.



Niniejszy jest pierwszym z zaplanowanej serii publikacji związanych z podręcznikami do WDŻ i ich analizą. W planach teksty m.in. o tym, w jaki sposób w podręcznikach przedstawione są kwestie przemocy, asertywności, związków, zdrowia reprodukcyjnego, profilaktyki zdrowotnej. Zachęcamy do zapoznania się najbardziej znamiennymi cytatami z podręczników do WDŻ, streszczeniem całego badania oraz z audycją w TOK FM na ten temat.


Finka Heynemann – nauczycielka polskiego w stołecznym gimnazjum oraz wolontariuszka Grupy Edukatorów Seksualnych „Ponton”.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Edukacja
Skomentuj